W nieskończoność i jeszcze dalej...

CZY LUDZIE KIEDYKOLWIEK WYNAJDĄ SPOSÓB NA DOTARCIE DO ODLEGŁYCH  GWIAZD? PRZEDSTAWIAMY OPINIE NA TEMAT PRZYSZŁOŚCI PODRÓŻY


Na temat międzygwiezdnych podróży napisano już tysiące prac naukowych i książek. Nieliczni optymiści uważają, że pewnego dnia przekroczenie granic naszego Układu Słonecznego stanie się możliwe  większość jednak jest raczej sceptyczna. Przypomina to stwierdzenie wygłoszone niegdyś przez Lee De Forresta, wynalazcę lampy elektronowej, uznawanego przez wielu za ojca techniki radiowej: „Pomysł, że człowiek poleci na Księżyc, nazbiera tam
kamieni i przywiezie je na Ziemię jest nieodpowiedzialną fantastyką naukową, godną Julesa Verne'a. Mam dość odwagi, aby twierdzić, że bez względu na wynalazki, których człowiek dokona w przyszłości, nie zdarzy się to nigdy". Mimo to wystarczyło zaledwie 12 lat (oraz, rzecz jasna, ponad 20 miliardów dolarów nakładów finansowych), aby ten rzekomo „niemożliwy" cel został zrealizowany.

Tak jak w przypadku każdej podróży, trzeba najpierw ustalić, dokąd chcemy się udać, ile możemy na to przeznaczyć czasu, pieniędzy i energii, znaleźć odpowiedni środek transportu oraz wybrać najlepszą trasę. Odpowiedzi na te pytania zależą od przyjętych założeń. Podróż z Nowego Jorku do Londynu może zająć siedem godzin, jeśli zdecydujemy się na samolot; sześć dni, gdy wybierzemy statek pasażerski; lub kilka tygodni, jeżeli będziemy przemierzać kanały Panamski i Sueski. Astronauci na pokładzie wahadłowca na pokonanie tej samej odległości nie potrzebują nawet kwadransa


TYSIĄC GWIAZD

W licznych rozprawach naukowych poświęconych podróżom kosmicznym rozważa się loty po całej naszej galaktyce - czyli Drodze Mlecznej, lub wręcz do innych galaktyk, takich jak Andromeda. Konkluzją jest

najczęściej stwierdzenie, że podróże takie nie są możliwe. Przyjrzyjmy się jednak najbliższemu sąsiedztwu naszego systemu słonecznego. W odległości 54 lat świetlnych od Słońca leży tysiąc gwiazd, z których 46 przypomina Słońce: nie są to gwiazdy podwójne ani potrójne, nie są za zimne ani za gorące, a ich prędkość wytwarzania energii nie odbiega zbytnio od siebie. Gwiazdom tym mogą towarzyszyć planety - ponieważ dotąd nie odkryto żadnych szczególnych cech naszego Słońca,

które czyniłyby je wyjątkowym wśród innych gwiazd. Jeśli chodzi o naszą galaktykę, mierzy ona między 75 a 100 tys. lat świetlnych długości oraz poniżej 20 tys. lat świetlnych głębokości. W tym ogromnym, spiralnym naleśniku leży w przybliżeniu 200 miliardów gwiazd. Najbliższa duża galaktyka - Andromeda - oddalona jest o niecały milion lat świetlnych.

GWIAZDY LOKALNE

Mówienie o podróżach międzygwiezdnych w naszym najbliższym sąsiedztwie nie jest aż tak nierealne, jak marzenia o lotach do innych galaktyk. Przy okazji rozważania odległości między gwiazdami pojawia się kwestia

średniej odległości między zaawansowanymi cywilizacjami; mimo że obecnie dysponujemy informacjami wyłącznie na temat jednej z nich - naszej. Pisarz Isaac Asimov obliczył, że 21 najbardziej rozwiniętych cywilizacji w Drodze Mlecznej egzystuje w oddaleniu średnio 13 500 lat świetlnych od siebie, choć oczywiście ich rozmieszczenie jest losowe. Twierdzi on, że najbliższa nam cywilizacja również znajduje się w odległości 13 500 lat świetlnych. Twierdzenie to oparł na założeniu, że rozmieszczenie cywilizacji jest raczej równomierne niż przypadkowe. W odległości 37 lat świetlnych od Ziemi, w gwiazdozbiorze Sieci leży para gwiazd podobnych do Słońca - Zeta 1 i Zeta 2. Gwiazdy, odległe od siebie zaledwie o trzy tygodnie świetlne, widać jedynie z południowej półkuli. Najbliższa gwiazda oddalona jest od Słońca o około 4,3 roku

świetlnego, tak więc gwiazdy Zeta 1 i Zeta 2 są położone około 75 razy bliżej siebie niż Słońce ze swym najbliższym sąsiadem. Podróż do systemu sąsiedniej gwiazdy wydawałaby się znacznie bardziej prawdopodobna, gdyby gwiazda ta była widoczna przez cały dzień, a krążące wokół niej planety dawały się obserwować przy użyciu lunety. Prawdopodobieństwo, że cywilizacja zamieszkująca planetę w układzie gwiazdy Zeta 1 lub Zeta 2 posiada umiejętność podróży kosmicznych, jest potęgowane przez naszą wiedzę, że obie te gwiazdy są o około miliarda lat starsze od Słońca.


Czy jednak uda nam się dotrzeć do najbliższych gwiazd? Rozwój techniki w ostatnim stuleciu udowadnia, że motorem postępu jest zawsze spojrzenie na problem od zupełnie innej strony. Przyszłość nie jest przedłużeniem przeszłości. Analizując dawne opinie, o których wiemy teraz, że były chybione, można się wiele dowiedzieć na temat szans realizacji celów, które uznano dzisiaj za niemożliwe do osiągnięcia

 Jeszcze w październiku 1903 r. naukowcy twierdzili, że jedynym sposobem, w jaki człowiek może latać, na zawsze pozostanie balon. Dwa miesiące później bracia Wright wykonali lot w skonstruowanym przez siebie aeroplanie. Prawie 30 lat później znany astronom stwierdził, że nadanie jakiemukolwiek przedmiotowi

takiej prędkości, aby wszedł on na orbitę okołoziemską, jest niemożliwe. Jak zauważył, wszelkie znane materiały wybuchowe dawały w przeliczeniu na kilogram zaledwie jedną dziesiątą część energii potrzebnej do tego, aby ten sam kilogram rozpędzić do prędkości 28 800 km/h. Twierdzenie to było jednak oparte na błędnych założeniach. Po pierwsze, istnieją substancje chemiczne, które po połączeniu dają znacznie więcej energii w przeliczeniu na kilogram , niż materiały
 wybuchowe. Po drugie, astronom wykazał jedynie, że do wprowadzenia na orbitę jednego kilograma ładunku wymagana jest energia z 10 kg paliwa. Jak wiemy już teraz, samo paliwo wcale nie musi rozpędzać się do prędkości wymaganej dla ładunku. W 1941 roku dr Campbell, profesor astronomii na Uniwersytecie Zachodniego Ontario, wykazał, że początkowa masa rakiety z napędem chemicznym, zdolnej do przetransportowania człowieka na księżyc i z powrotem,

musiałaby wynosić milion milionów ton. Trzydzieści lat później trzech ludzi udało się na Księżyc w rakiecie ważącej zaledwie 3 tys. ton. Jak to się stało, że Campbell aż tak się pomylił? Nie ma w tym nic dziwnego, jeśli obliczenia są oparte na złych założeniach. Jednym z najczęściej popełnianych błędów było przyjęcie, że rakieta będzie jednoczłonowa, oraz że musiałaby samodzielnie zapewnić sobie energię niezbędną do podróży. Jednym ze sposobów na obniżenie energii wymaganej do nadania rakiecie prędkości, jest czerpanie z możliwości oferowanych przez naturę. Często mylnie uważa się, że rakietowe silniki sond kosmicznych pracują przez cały
czas. Tymczasem podróż na Księżyc wymaga pracy silnika przez 17 minut, w porównaniu z 69-godzinnym okresem trwania lotu. Rakieta dryfuje, zwalniając, aż znajdzie się w zasięgu pola grawitacji Księżyca. Ponieważ pole grawitacyjne Księżyca jest słabsze od ziemskiego, oderwanie głównego członu rakiety od satelity wymaga znacznie mniej energii niż przy starcie z Ziemi. Można powiedzieć, że wszystko się pięknie układa, jeśli chodzi o nasz Układ Słoneczny, lecz gwiazdy znajdują się przecież
w znacznie większej odległości. Niezwykle interesujący jest fakt, że przy przyspieszeniu wynoszącym zaledwie jeden g, rozpędzenie do prędkości zbliżonej do prędkości światła zajęłoby tylko jeden rok. Co więcej, aby uzyskać darmową porcję energii, można wykorzystać
pole grawitacyjne wytwarzane przez gwiazdy napotykane po drodze. W ten sposób nawet gęsta czarna dziura mogłaby się okazać bardzo użyteczna, pod warunkiem, że za bardzo byśmy się do niej nie zbliżyli. Naukowcom znane są procesy wyzwalające znacznie więcej energii na jednostkę masy, niż podczas spalania paliw chemicznych. Miliony razy więcej energii dostarcza choćby reakcja jądrowa. W latach 50. przeprowadzono naziemne testy silników lotniczych o napędzie jądrowym. W latach 60. wykonano też wiele prób z rakietami o napędzie nuklearnym. W Westinghouse skonstruowano
rakietę nuklearną NRX AU, o mocy 1 100 megawatów, z reaktorem o średnicy 15 cm. W celu rozpędzenia rakiety reaktor opróżniono w całości. W 1968 r. w laboratorium Los Alamos przeprowadzono testy rakiety Phoebus 23, większej i dysponującej mocą 4 400 min watów.

SYNTEZA JĄDROWA

Bardziej ekscytująca wydaje się możliwość ujarzmienia zjawiska syntezy jądrowej, leżącego u podstaw procesów zachodzących w gwiazdach i bombach wodorowych. Badania przeprowadzone w latach 60. wykazały, że systemy napędowe wykorzystujące stopniową syntezę jądrową - z paliwem w postaci mieszaniny izotopu wodoru (deuteru) i helu (hel 3) - podczas której powstają cząstki obdarzone ładunkiem elektrycznym (jony), a nie obojętne atomy, mogą dawać moc wystarczającą do podróży międzygwiezdnych. Za pomocą pól elektrycznych i magnetycznych jony mogą być wypychane przez otwór w tylnej części
rakiety. Każda taka naładowana cząstka jest
źródłem energii 10 min razy większej niż cząstki w chemicznej reakcji spalania. Bez względu na metodę wszystkie konwencjonalne systemy napędu skazują nas na prędkości podświetlne. Dla kosmonautów oznacza to, że albo będą musieli zaakceptować niedogodności związane z poruszaniem się z prędkością bliską prędkości światła, albo podróżować wolniej - co zdecydowanie wydłuży czas potrzebny na dotarcie do dowolnego miejsca poza naszym Układem Słonecznym.

Podróż na odległość 50 lat świetlnych z prędkością równą 95 proc. szybkości światła zajęłaby około 52,5 roku. Szczególna teoria względności przewiduje, że w miarę wzrastania prędkości lotu czas będzie płynął coraz wolniej. Dla załogi statku 52,5 roku trwałoby zaledwie 14,8 roku. Innym rozwiązaniem jest koncepcja Arki - ogromnego statku kosmicznego, na pokładzie którego całe generacje podróżników mogłyby przetrwać misję trwającą setki tysięcy lat. Choć wymagałoby to olbrzymiego pojazdu, szybkość

lotu nie musiałaby być zbyt wielka. Jeśli misja miałaby trwać tysiąc lat, do przebycia odległości 50 lat świetlnych wystarczyłaby prędkość równa 5 proc. prędkości światła (50 min km/h). Jednak pomijając trudności techniczne związane ze skonstruowaniem takiego statku, istnieje problem utrzymania załogi. Pierwsza generacja kosmonautów wyruszałaby ze świadomością, że na długo przed dotarciem do celu nie będzie ich już na świecie.

WŁAŚCIWY MATERIAŁ

Jak łatwo się domyślić, dobór metod i technik jest bardziej istotny niż suche prawa fizyki. Nie należy zakładać, że rakieta zostanie wystrzelona bezpośrednio z Ziemi, lub że na pokładzie musi znajdować się wszystko, co jest potrzebne do podróży w obie strony. Byłoby to równie nierozsądne, jak zakładanie,

że samochód jadący z Nowego Jorku do Los Angeles i z powrotem musi wieźć całą benzynę potrzebną do podróży, razem z ciekłym tlenem w zbiornikach. Wystarczy pomyśleć, jak bardzo zmniejszy się rozmiar samochodu, jeśli zamiast zbiorników użyć tlenu obecnego w powietrzu. Zaproponowano także wiele innych koncepcji, takich jak wytwarzanie anty grawitacji, kontrolowanie anihilacji materii z antymaterią lub wykorzystywanie pól magnetycznych w kosmosie. Sugerowano też kontrolowaną eksplozję urządzeń do fuzji jądrowej w tylnej części rakiety, a także zakrzywianie czasoprzestrzeni, podróże przez czarne dziury oraz przez otwory hiperprzestrzenne. Istnieje też możliwość wykorzystania energii, która może być przechowywana w przestrzeni kosmicznej. Odkrywanie sekretów natury nie jest łatwe, lecz nieodmiennie oferuje korzyści, zwracające z nawiązką poniesione koszty. Wydaje się, że jeśli Ziemianie wykażą dostateczną przemyślność, będą nawet poruszać się autostopem za pomocą statków pozaziemskich, od których podobno już roi się  w kosmosie.

Sputnik 1 Był to pionierski, pierwszy sztuczny satelita Ziemi.

W dniu 4 października 1957 r. Związek Radziecki wysłał za pomocą rakiety R7 pierwszy w historii sztuczny obiekt na orbitę Ziemi. Małego ku...